Egzamin do ATPL w ULC – sesja 1

Opublikowane przez AskeF w dniu

Egzamin do ATPL w ULC - sesja 1

Po zakończeniu kursu ATPL najwyższa pora, aby podejść do egzaminów w ULC. Oczywiście jak najszybciej. Po co czekać? Procedura wymaga jednak trochę czasu. Trzeba zacząć od skompletowania dokumentów, uiszczenia opłaty (niemałej), przygotowania wniosku i wysłania tego wszystkiego do naszego ulubionego (a jakże) Urzędu Lotnictwa Cywilnego.

Mimo wysłania wszystkich papierów 19 grudnia, nie miałem żadnej gwarancji, że uda się wszystko domknąć przed pierwszą sesją. A grafik nieubłagany, sesja zaczynała się 09.01.2018r. Bez potwierdzenia z ULC nie można zarezerwować terminu egzaminu, a im krótszy czas do rozpoczęcia sesji, tym mniej jest wolnych terminów. Oczywiście wielu moich rozmówców twierdzi, że nie ma problemu z wejściem w miarę wolnych miejsc „z biegu”, ale oczywiście nikt tego nie może zagwarantować. A przy celowej podróży do Warszawy i konieczności wzięcia z pracy jednodniowego urlopu, lepiej nie ryzykować.

Na szczęście 5 stycznia dostałem mailem zawiadomienie, że dopuszczony zostałem do egzaminu. Oprócz tego dostałem PIN i hasło dostępu do platformy egzaminacyjnej i rezerwacyjnej (taki sam jak podczas egzaminów na PPL) oraz link do zasad zdawania egzaminów i harmonogram sesji egzaminacyjnych w 2018 roku. Otrzymana informacja mówi, że zgodnie z posiadanym zaświadczeniem powinienem rozpocząć egzaminy w ciągu 12 miesięcy od zakończenia szkolenia. Poza tym mam 18 miesięcy na zaliczenie wszystkich przedmiotów, przy czym musi się to zawrzeć w 6-ciu sesjach, podczas których można maksymalnie podejść 4 razy do danego przedmiotu.

Mamy do czynienia z czternastoma egzaminami z bazy ECQB wg Part FCL z różną długością trwania i różną ilością pytań. I widać wyraźnie, że nie jest możliwe zaliczenie wszystkiego podczas jednej sesji 😉

Choć tym razem udało mi się zaliczyć dwa przedmioty: radionawigację i komunikację IFR, to plany były trochę ambitniejsze. Cóż, nie zawsze wszystko dzieje się tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Tutaj mam jednak trochę żalu do organizacji samego egzaminu (na kogoś zawsze trzeba zwalić), bo mogłoby to wyglądać trochę lepiej.

Organizacja stanowisk i systemu komputerowego

Oprócz dowodu osobistego i pomocy (w postaci kalkulatora nawigacyjnego, kątomierza i linijki) nie wolno wnosić nic. Z drugiej strony na sali są dostępne kalkulatory EB6 (tak jak kartki do notowania, długopisy, linijki i kątomierze) oraz proste i bardziej zaawansowane kalkulatory z funkcjami trygonometrycznymi. To wszystko jest niezbędne do nawigacji ogólnej, w której jest sporo liczenia, a którą też chciałem ogarnąć. Pewnym zaskoczeniem jednak było dla mnie odkrycie, że jest dostępny również standardowy kalkulator systemowy na komputerze egzaminacyjnym (zawiera widok z funkcjami trygonometrycznymi). Co ważniejsze, kalkulator posiada też możliwość przeliczania jednostek (praktycznie dowolnych na dowolne) więc teoretycznie nie ma problemu przekalkulowania mil morskich na stopy/kilometry lub odwrotnie, czy US GAL na litry. To na pewno będzie mi niezbędne podczas kolejnych egzaminów, np. ‚Planowania lotu’, gdzie część pytań opiera się na znajomości przeliczników pomiędzy jednostkami. Zastosowanie praktyczne jednak wcale nie jest takie proste, o czym za chwilę.

Od mojego egzaminu teoretycznego do PPL wyposażenie sali komputerowej bardzo się zmieniło. Teraz pytania pojawiają się na ładnych monitorach 10:9 LCD, których z jakichś powodów nie wolno ruszać (szkoda, bo osobiście lubię sobie poustawiać wszystko tak, by było mi jak najwygodniej). W dalszym ciągu jednak system egzaminacyjny trąci myszką i wygląda trochę jak z bajki sprzed 20-tu lat…

Egzamin

Zgodnie z podanymi zasadami zdawania egzaminów, których przeczytanie należy potwierdzić przed wejściem na salę, trzeba wybrać zestaw przedmiotów, które będą podczas egzaminu „uruchomione”. Na stanowisku wybieramy następnie z zgłoszonej przed wejściem listy egzamin, który nas interesuje, uruchamiamy i następuje rozpoczęcie odliczania czasu. W przypadku nawigacji, dla dużej ilości pytań (ok. 1/3) mamy podane załączniki. Procedura w takich przypadkach wygląda następująco: na jednej z kartek należy pod numerem stanowiska spisać pracowicie wszystkie załączniki.

I tutaj zacznę się czepiać. Podawana w pytaniach nazwa załącznika ma najczęściej formę cyfrowo-znakową, która w skrajnym przypadku ma kilkanaście znaków. Oznacza to, że trzeba poświęcić kilkanaście (a może nawet więcej) sekund na samo zanotowanie nazwy załącznika i jest to czas całkowicie stracony. Pomijam już kwestię tego, że po zanotowaniu wszystkich nazw, należy się udać do pani w kantorku i poprosić o stosowne wydruki. A czas biegnie…

Jest jednak ważniejsza rzecz, która jeszcze bardziej wkurza. System informatyczny jest stary i mało wydolny. Było to widać doskonale w połowie dnia, kiedy było najwięcej zdających, czyli w sumie może z siedem/osiem osób. Zresztą było to dokładnie wtedy, kiedy męczyłem nawigację ogólną. Objawy? Wybór odpowiedzi w każdym pytaniu powodował, że system zastygał. Celowo piszę, że zastygał, a nie zawisał, ponieważ po kilkunastu/kilkudziesięciu sekundach ożywał. Na początku nie wiadomo, o co chodzi, bo komputer na nic nie reaguje i nawet nie wiadomo, czy odpowiedź została zaznaczona, czy nie, a czas płynie. Co to oznacza w praktyce? Weźmy nawigację, na którą mamy 2 godziny i 60 pytań, czyli 2 minuty na pytanie. Biorąc optymistyczną średnią, czyli 15 sekund opóźnienia w każdym pytaniu, tracimy sumarycznie 15 minut. Jeśli dodamy do tego kolejne 10 minut zabawy z załącznikami, to okaże się, że z nominalnych 2 godzin robi nam się nieco powyżej 1,5h. Tracimy 1/4 czasu!

Ostatnia sprawa wiąże się z dostępnymi kalkulatorami. Osobiście nie jestem przyzwyczajony do korzystania z kalkulatora w komputerze. Znam też ludzi, którzy nie potrafią żyć bez dużego kalkulatora biurkowego. Duże klawisze, jasno opisane funkcje, duży wyświetlacz. Kiedyś mając kontakt z Zarządem jednej z firm branży kablowej nie mogłem wyjść z podziwu, że taki właśnie kalkulator zawsze znajdował się na ich biurku (i to mimo posiadania sprzętu komputerowego z najwyższej półki). Zarząd zwykle dostawał długie wydrukowane zestawienia przygotowane w excelu. Kilka stuknięć w kalkulator, kilka sprawdzeń i po chwili byłem zaskakiwany trafnością szybkiej analizy i podsumowania. Szacun. Z drugiej strony znam ludzi, którzy stosując do obliczeń kalkulator w komputerze, do wykonywania działań używają myszki…

Wnioski

Radionawigację oraz komunikację VFR zdałem przede wszystkim dlatego, że byłem do nich dobrze przygotowany. Od strony organizacyjnej te przedmioty nie mają (komunikacja), albo mają niewiele (radionawigacja) załączników i nie wymagają żadnych obliczeń. Z drugiej strony nie udało mi się zaliczyć nawigacji głównie z powodu braku czasu. Teraz już wiem, że przedmioty wymagające obliczeń najlepiej wybrać na początku dnia – wtedy system najszybciej reaguje.

Drugi wniosek może nie jest tak oczywisty, ale dla mnie ważny. Uważam, że nie jest możliwe przygotowanie się do egzaminu ATPL bez skorzystania z bazy Aviation Exam. To nie jes reklama, to konieczność. Okazuje się bowiem, że baza AE zawiera wiele (o ile nie większość) pytań egzaminacyjnych. I tak po prostu: trzeba je przerobić i zrozumieć.

 

Polecam również dalsze wpisy dotyczące egzaminów:

Egzamin do ATPL w ULC – sesja 2
Egzamin do ATPL w ULC – kolejne sesje
Egzamin do ATPL w ULC – sesja 5
Egzamin do ATPL w ULC – ostatnia sesja


2 Komentarze

Piotrek · Styczeń 18, 2018 o 17:28

Tak naprawdę rezerwacja jest ‚wymagana’ (co też jest nieprawdą, jak są miejsca to Panie wpuszczają) tylko w ostatni dzień sesji (piątek). W pozostałe dni wchodzisz i zawsze jest miejsce 😉

jan kołodziej · Luty 7, 2018 o 18:28

Oczywiscie że się da zdać te egzaminy bez AE (bądź pochodnych), tylko trzeba mieć dużo samozaparcia by siedzieć z Jeppesenami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: