Koniec roku

Opublikowane przez AskeF w dniu

Trójkąt Trzech Cesarzy

Pod koniec roku starałem się wychwycić każdą chwilę dobrej pogody. Głównym motywatorem latania jest kończący się pakiet godzin z rabatem na Muchowcu. W związku z tym trzeba wszystko zaplanować tak, żeby go jak najbardziej wykorzystać.

Pierwszy lot na KAO postanowiłem wykonać na planie dużego koła. Czyli z kursem pasa 23 w kierunku Rybnika, potem Skoczów, Szczyrk, Żywiec, Żar i z powrotem na Muchowiec. Nieco ponad godzinna, swobodna i niczym nieskrępowana wycieczka. Pogoda niezła, więc tym bardziej przyjemnie. Do tego jeszcze niska temperatura i zalegający śnieg powodują, że Beskidy zaczynają zapełniać narciarze.

A w powietrzu? Znajome twarze identyfikowane znakami Sierra Papa Echo Echo Golf. To mój instruktor. Poznaję go po głosie. Swoją drogą każdy z nas rozmawia przez radio „swojaczkiem” w charakterystyczny dla siebie sposób. I choć transmisja radiowa nie jest dobrej jakości, to wspomniane cechy (znaki razem z barwą i sposobem komunikacji) jednoznacznie określają kolegę w powietrzu. Ja akurat „spotykam” Słonika na przecięciu południe-północ, wschód-zachód. Po wylocie ze strefy Żaru, kiedy jestem w drodze na Muchowiec, duża Cessna leci do Kaniowa. Nasze kursy się przecinają, ale różni nas 1000 stóp wysokości.

Poza tym podczas tego lotu odwiedziłem dwa ciekawe miejsca: Skrzyczne z przygotowanymi stokami narciarskimi i tak zwany Trójkąt Trzech Cesarzy. Nazwa, która potocznie się przyjęła, a dotycząca miejsca styku trzech cesarstw Austrii (Jęzor), Rosji (Niwka, Modrzejów) i Niemiec (Mysłowice), wzięła się z błędnego przetłumaczenia słów ,,Drei Kaiser Ecke”. Zamiast kąt, przetłumaczono trójkąt. Była ona używana dawniej i jest używana teraz. Granicę tworzyły trzy rzeki: Czarna Przemsza, Biała Przemsza i Przemsza. W dzisiejszych czasach, kiedy poruszamy się po strefie Schengen bez żadnego problemu, punkt zejścia się trzech granic, których przekroczenie nie było wcale łatwe, jest nieco abstrakcyjny. Warto jednak znać to ciekawe kulturowo i historycznie miejsce.zdjecie,pelne,19466,pomnik_sosnowiec_trojkat_trzech_cesarzy

W Sylwestra plan jest inny. Tym razem (wprawdzie na małej Cessnie) polecę z pasażerem. Ponieważ mój gość nie ma żadnych planów, co do wycieczki, postanawiam koniec roku uczcić zaliczeniem obu lotnisk kontrolowanych w okolicy, czyli Pyrzowice i Balice. I choć pogoda nie jest już tak fajna, jak w dniu poprzednim z uwagi na unoszący się nad Śląskiem smog, to powyżej 2000 stóp widać wszystkie góry w okolicy, łącznie z Tatrami.
O ile dla jednego CTR-u mogę zawsze próbować zgłosić plan lotu z powietrza, to już dla dwu konieczne jest wypełnienie wszystkich formalności. Ale taki też jest plan – żeby nie wyjść z wprawy, raz na jakiś czas warto się wybrać na wycieczkę zgodnie z planem lotu.
Sam lot jest przytulny. Mój pasażer, wyższy ode mnie ledwo mieści się w kabinie. Kiedy go proszę, żeby przy maksymalnie odsuniętym fotelu nie blokował pedałów, podciąga nogi. To z kolei powoduje blokowanie wolantu. Po pewnym czasie jednak udaje się nam doprowadzić do właściwego umiejscowienia w ciasnym kokpicie małej Cessny.

W Pyrzowicach dwa razy konwojer z pokazaniem perspektywy, która jest niezwykła dla przeciętnego pasażera komunikacyjnych linii lotniczych. Potem wyjście przez punkt Whiskey i podziwianie zamków w Bobolicach i Mirowie. Następnie pomnik JPII i Strzała Północy, a potem Balice. Przez cały czas mam włączoną rejestrację rozmów w FlightLink. Muszę przyznać, że z perspektywy czasu, kiedy teraz to odsłuchuję to tak, jakbym jeszcze raz leciał tą samą trasą. Lecąc samemu nie ma sensu do siebie gadać i pozostaje tylko komunikacja z Informacją, albo Wieżą. W przypadku podróży z pasażerem, przy prawidłowo działających słuchawkach, mamy o czym gadać przez cały czas. Jest bardzo sympatycznie.

Wracając na Muchowiec widzę już, że nie będzie łatwo. Kombinacja zbliżającego się zachodu słońca z nisko zalegającą mgłą, stanowi powód do obaw. O ile rozpoznaję (nawet przy tak słabej widoczności) charakterystyczne elementy krajobrazu i zabudowań, to mając w pamięci ostatnie doświadczenia, wiem że będzie kłopot z lądowaniem. Po zgłoszeniu się w Strefie i zakomunikowaniu zamiarów, odzywa się do mnie instruktor. Okazuje się, że przy tych warunkach, w kręgu są jeszcze dwa inne samoloty. Dosyć szybko identyfikuję ich położenie, ale po chwili jeden znika pod kołderką z mgły. Nie jest fajnie. Będąc na pozycji z wiatrem, widzę przed sobą dużą Cessnę wykonującą trzeci zakręt. W słuchawkach słyszę: „utrzymuj wysokość, na prostej najpierw cmentarz, potem stawik, autostrada, centrum handlowe i zobaczysz pas. Masakra. To oznacza, że na prostej widoczność nie przekracza 500m, a to z kolei oznacza, że taki odcinek przelatuję w kilkanaście sekund. Jest na prawdę mało czasu na reakcję i wymaga maksymalnego skupienia. Tak jak ostatnio, podejście opieram o wskazania GPS. Faktycznie pas się wyłania dopiero po minięciu autostrady. Okazuje się jednak, że nie jestem w jego osi, odchylony w lewo o kilkadziesiąt metrów. No cóż, wskazania tego urządzenia są obarczone błędami. Koryguję ścieżkę podejścia i może nie idealnie, ale przyziemiamy. Mój pasażer – zadowolony. Bardzo mu się podobało, a samo podejście do lądowania na Muchowcu – no cóż. Zgodnie z maksymą fly-navigate-communicate, Jacek w ogóle nie miał świadomości problemów, ponieważ komunikujemy się wtedy, kiedy mamy wystarczającą ilość czasu na nawigację i lot. Jeśli go brakuje, pozostaje tylko lot.


3 Komentarze

~ozon · 25 stycznia, 2017 o 21:47

Czy wiesz już co będziesz robił dalej po PPL? Zostaje licencja dla fanu czy chwytasz byka za rogi?

    Askef · 27 stycznia, 2017 o 00:27

    Zdecydowanie nie skończę na PPL. Aktualnie czekam na rozpoczęcie kursu do ATPL, który z różnych, niezależnych ode mnie powodów, nie może jakoś wystartować. Mam nadzieję opowiadać dalej o lotniczych przygodach.

      ~ozon · 30 stycznia, 2017 o 10:36

      Jest jakaś możliwość kontaktu bezpośredniego? Jestem z Kato.

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: