Prezent urodzinowy

Opublikowane przez AskeF w dniu

prezent urodzinowy

W grudniu zeszłego roku mój tata miał urodziny. Wpadłem wtedy na pomysł, że w prezencie zaoferuję mu lot widokowy w góry. W tamtym czasie wydawało mi się, że ten moment nastąpi dość szybko, bo zanim zacząłem szkolenie praktyczne w październiku naiwnie sądziłem, że skończę je w ciągu trzech miesięcy. Życie jednak weryfikuje tego typu marzenia. W grudniu stało się jasne, że najwcześniej będę mógł zabrać tatę na przejażdżkę wczesną wiosną. W rozliczeniu końcowym okazało się, że było to możliwe dopiero w ostatni weekend. Z czego to wynika? Niestety z bardzo wielu rzeczy. Podczas szkolenia musi być dostępny instruktor, potem samolot, potem pogoda, że o czasie własnym już w ogóle nie wspomnę. Po zakończeniu szkolenia, trzeba zdać egzamin praktyczny, po którym trzeba odczekać na dostarczenie licencji. I niestety tutaj następuje zonk. Posiadanie licencji PPL(A) w większości lotnisk aeroklubowych w tym kraju (włączając w to również Muchowiec) nie uprawnia do zabierania pasażerów na pokład samolotu. Wewnętrzny regulamin (swoją drogą nigdy go nie widziałem) mówi, że jest to możliwe po zbudowaniu nalotu w ilości co najmniej 100 godzin. Widać więc wyraźnie, że po egzaminie praktycznym posiadając nalot 46-48h, nie jest to możliwe. Co więcej, zbudowanie pierwszych 50h zajęło mi prawie pół roku (to i tak krótko w mojej opinii), więc drugie 50h miałoby się zamknąć w październiku 2016?

Na szczęście są inne możliwości. Otóż, co nie do końca jest dla mnie jasne, Park Lotniczy w Kaniowie takich 100-tu godzinnych ograniczeń nie posiada. Można w zasadzie brać pasażera zaraz po uzyskaniu licencji. Niestety, jak wcześniej pisałem, Kaniów nie posiada Cessny 150. Więc oprócz załatwienia niezbędnej papierologii, musiałem w międzyczasie zrobić laszowanie na Cessnę 152 i Tecnam’a P2002. To jednak raczej należy traktować w kategoriach przyjemności, niż obowiązku.

Proponując tacie wycieczkę, wybór pada na Tecnama w Kaniowie. Oczywiście trzeba tam dojechać, ale to trwa nie dłużej niż 40 minut. W przypadku taty inżyniera i wyszkolonego w czasach studenckich spadochroniarza, będzie to pierwszy kontakt z samolotem od ponad 50-ciu lat. Ale ponieważ mam do czynienia z umysłem ścisłym, wpadam na pomysł, aby podczas podróży wykonać z nim pełny briefing przed lotem. Ja prowadzę samochód, a jemu przekazuję mój nakolannik zawierający wszystkie niezbędne wydruki na dzisiejszą trasę. Zaczynamy od schematu lotniska, jego wielkości, ułożenia i pasa w użyciu. Potem przechodzimy przez pełny Gamet z bieżącą prognozą pogody. Robię to celowo, ponieważ umawiając się telefonicznie na dzisiejszy lot, tata kilkakrotnie mnie wypytywał o to, czy będzie pogoda, pozwalająca na lot. W Gamet-cie przechodzimy przez wszystkie sekcje depeszy, które pracowicie wyjaśniam, co oznaczają i jak ewentualnie będą wpływać na nasz lot oraz czy są wyszczególnione jakiekolwiek zagrożenia. Następnie wyjaśniam znaczenie symboli, jakie znajdują się w Significant – prognozie istotnych zjawisk pogody dla niskich lotów naniesione na mapie Polski. Dzisiejsza widoczność będzie dobra lub bardzo dobra, brak opadów, a wiatr będzie wiał z siłą 10 do 15 węzłów z kierunku zachodniego. Lepszej pogody na wycieczkę nie można sobie wymarzyć.

Kolejnym elementem do omówienia jest dzisiejsza trasa: z Kaniowa, poprzez Ustroń, Wisłę i Koniaków do Lipowej, następnie Żywiec, Suchą Beskidzką, Łękawicę, Świnnę-Porębę, Górę Żar, Międzybrodzie Żywieckie i z powrotem do Kaniowa. Całość około godziny. Umawiamy się (pomny wycieczki z moją żoną), że jeśli tata po tej godzinie będzie się dobrze czuć i mieć pozytywny nastrój, to lecimy odwiedzić osiedle, na którym mieszka, czyli Siemianowice i zahaczając o mój dom, wracamy do Kaniowa, co w rozliczeniu końcowym da nam jakieś dwie godziny w locie.

W pełni przygotowani, podjeżdżamy do Parku Lotniczego – na lotnisko w Kaniowie. Po przywitaniu okazuje się, że nasz Tecnam jest już zatankowany, zaopatrzony w olej, możemy spokojnie się przygotować do lotu i nie musimy się martwić czasem, ponieważ kolejna rezerwacja jest dopiero po południu.

Przechodzę z tatą wokół samolotu robiąc przy okazji przegląd i wyjaśniając wszystkie podstawowe elementy maszyny. Swoją drogą, jak sobie przypomnę początki latania, to przegląd przedlotowy stanowił dla mnie czystą abstrakcję. Drugą abstrakcją było dla mnie wówczas wzięcie pasażera, wylot z jednego lotniska i następnie wylądowanie z powrotem na tymże lotnisku. Z czasem nabiera się jednak doświadczenia i przychodzi to jakoś zupełnie naturalnie i prosto. I choć zdaję sobie sprawę, że mimo tego, że tata po skończonym locie niewiele będzie pamiętać z tego co powiedziałem, nie mogę sobie odmówić przyjemności opowiadania o samolotach.

Wsiadamy do samolotu i bardzo spokojnie rozmieszczamy się w kabinie. Jest trochę mocowania się z fotelami i pasami, ale w tym samolocie to normalka. Potem już tylko uruchomienie silnika, i kołowanie na pas. Ciekawostką jest to, że wiatr jest zmienny, a równocześnie ze mną do kołowania przymierza się duża Cessna. Z tym, że Cessna kołuje do punktu oczekiwania do pasa 31, a ja zgłaszam kołowanie do 13 – jesteśmy na przeciwko siebie. Wygląda jednak na to, że Tecnam szybciej się zagrzeje i po wykonaniu próby jestem pierwszy na pasie. Zgłoszeniu gotowości i do góry. Pierwsze zdziwienie taty – samolot bardzo szybko się odrywa od pasa. W sumie się nie dziwię. W porównaniu do samolotów rejsowych, długość pasa niezbędna do oderwania się samolotami GA (General Aviation) jest naprawdę niewielka.

Po osiągnięciu 2000 stóp podziwiamy wspólnie widoki. Widać bardzo dobrze zbliżające się Baskidy, ale widać też bez problemu elektrownię Rybnik, która z tego miejsca jest oddalona o jakieś 30 km.

Bardzo szybko mijamy schronisko na Równicy, potem skocznię im. Małysza i Baranią Górę. W oddali, jak na dłoni, Skrzyczne. Tata potwierdza, że widoki są śliczne. Po około 20 minutach jesteśmy nad Lipową, gdzie tata dostrzega sąsiadów, którzy cieszą się na tarasie z niedzielnej, słonecznej pogody. Jak znam życie następnego dnia na pewno nie omieszka się pochwalić, że podziwiał ich z góry.

Opuszczamy Lipową i udajemy się nad Suchą Beskidzką przelatując nad Żywcem. Staram się jak najdelikatniej wykonywać skręty, ale po pierwsze okazuje się, że mój pasażer nie ma z tym żadnych problemów tym bardziej, że nad górami robi się trochę turbuletnie i pod cumulusami trochę rzuca. Na moje pytania o samopoczucie, niezmiennie słyszę odpowiedź, że bezproblemowo.

Rejon zapory na Świnnej-Porębie jest mojemu tacie doskonale znany. Ma teraz okazję podziwiać go z góry. W tym obszarze ja już kilka razy latałem, więc większość charakterystycznych punktów jest mi już znana. Sama zapora robi jednak wrażenie.

Wracamy w kierunku Międzybrodzia Żywieckiego i po drodze tłumaczę, w jaki sposób komunikuję się z Krakowską Informacją oraz kiedy i na jakie częstotliwości się przełączam, żeby z jednej strony informować o mojej pozycji, a z drugiej nasłuchiwać, czy w pobliżu mojej trasy ktoś nie lata. Na moim pasażerze robi to duże wrażenie. Przyznaje, że widać iż ruch (nawet ten niekontrolowany) jest bardzo dobrze poukładany i zorganizowany. Widać, jak mówi, że wszystko jest podporządkowane bezpiecznemu wykonywaniu lotów.

W okolicach Góry Żar podziwiamy okolicę, zjeżdżającą z góry kolejkę linowo terenową, zbiornik elektrowni szytowo-pompowej i Międzybrodzie Żywieckie. Mimo mocnych turbulencji, na pytanie, czy lecimy do Katowic, uzyskuję odpowiedź, że bezdyskusyjnie, oczywiście, tak. Pasażer jednak się upewnia, bo przecież nie mam wykreślonej trasy do Katowic. Prawda. Jednak przy takiej widoczności, Katowice nie stanowią dla mnie problemu. Aglomeracja, która kiedyś wydawała mi się niekończącą się plątaniną dróg i zabudowań, teraz wydaje się być bardzo prosta. Wyznacznikami są kominy poszczególnych elektrowni w okolicy i charakterystyczne zabudowania, które w końcu prawidłowo identyfikuję.

Mniej więcej nad lasami w okolicy Kobióra oddaję stery w ręce taty. I tu dopiero zaczyna się odlot. Jest na prawdę zadowolony. Wprawdzie jego ruchy drążkiem są bardzo delikatne, ale i tak (jak później przyznaje) nigdy by się nie spodziewał, że jeszcze (w jego wieku) będzie miał możliwość lotu małym, sportowym samolotem tam, gdzie będzie chciał nie mówiąc już o możliwości jego pilotowania.

Po wejściu w ATZ Muchowca, wskazuję tacie lotnisko i proszę, by powiadomił mamę, że za chwilę będziemy przelatywać nad osiedlem. Mimo tego, że jesteśmy w okolicy lotniska mówię, że na miejsce przylecimy za jakieś 2 minuty, co budzi nie małe zdziwienie, jednak w przypadku tego modelu samolotu, faktyczna prędkość przelotowa jest większa niż Cessny.

Po dwóch minutach robię kółka nad osiedlem i odlatujemy w kierunku Parku Chorzowskiego. „Z tej perspektywy wydaje się taki mały”. Ano prawda – mały. Potem jeszcze jedno kółko nad domem i wracamy do Kaniowa, co zajmuje nam 10 minut. Lądujemy i obaj jesteśmy bardzo zadowoleni. Mój tata stwierdza, że jest to najlepszy prezent, jaki dostał w życiu i nigdy się nie spodziewał, że go jeszcze coś takiego spotka.

Marzenia się spełniają! Należy dążyć do spełniania marzeń! Niezależnie od wieku! „Bo życie jest jak pudełko czekoladek – nigdy nie wiadomo, co Ci się przytrafi”.


0 komentarzy

Dodaj komentarz

Symbol zastępczy awatara

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *