Pyrzowice z drugiej strony

Opublikowane przez AskeF w dniu

Tym razem zima pokazała inne oblicze. Takie białe. Sobotni poranek jest mroźny, choć nie tak, jak ostatnio. Tylko minus 5. Mam wprawdzie obawy co do startu bo w nocy spadło 5 cm świeżego puchu, ale z Muchowca (czytaj: od instruktora) nie płyną żadne sygnały, że dziś nie polecimy. Polecimy.

Przed hangarem czeka już na mnie SP-HMR. W dalszym ciągu nie mogę się przyzwyczaić do odmiennej tablicy przyrządów, a w szczególności panelu radia, który jest zupełnie inny niż w KIR-ze. A KIR niestety poszedł na dłuższą odstawkę – będzie miał wymieniane śmigło, ponieważ poprzednie przekroczyło już dopuszczalną liczbę godzin.

„Od śmigła” i kołuję na pas. Zarówno trawa, jak i beton są całkiem białe. Nie widać żadnych szczegółów drogi startowej. Są tylko ślady w miejscu, z którego startował poprzedni samolot wywiewając śnieg spod śmigła i dalej ślady kół wzdłuż drogi startowej. Kiedyś wydawało mi się, że takie warunki będą dyskwalifikować możliwość lotów, ale jak widać – nie.

Zgłaszam przez radio gotowość startu i pierwszy raz dostaję w odpowiedzi: „startować nie zezwalam!”. No tak. Trzeba wypuścić klapy na 10 i przestawić transponder z SBY na ALT. Teraz możemy ruszać.

Robię piękną pętlę nad lotniskiem na wznoszeniu i ustawiam się na kursie 295. Zgodnie ze złożonym planem dzisiejsza trasa prowadzi przez Strzelce Opolskie, Zawadzkie, punkty CHARLIE i WHISKEY do lotniska Pyrzowice i z powrotem przez GOLF na Muchowiec. Cała korespondencja radiowa po mojej stronie. Dla mnie totalna ekscytacja, dla instruktora – nudy. Nudy, ponieważ chcąc ćwiczyć lądowania na lotnisku kontrolowanym nie możemy lecieć nigdzie indziej. Na Balicach do połowy lutego loty szkoleniowe w strefie kontrolowanej są zabronione. Siłą rzeczy pozostają nam Pyrzowice. Żeby więc choć trochę urozmaicić latanie, postanowiłem tym razem przygotować trasę z drugiej strony, od północy. Chciałem też w ten sposób sprawdzić, czy odnajdę charakterystyczne punkty z innej perspektywy (przy okazji aura dodatkowo utrudniła zadanie, przykrywając wszystko na biało).

Komunikacja wychodzi tym razem bezproblemowo. Kolejno informuję Katowice Radio, a następnie Gliwice Radio o zamiarach i aktualnej wysokości, a po wyjściu z ATZ Gliwic (co następuje na przecięciu autostrady A1), kontaktuję się z Kraków Informacje i proszę o odblokowanie Planu Lotu. Nauczony poprzednimi doświadczeniami, jestem uzbrojony w długopis i szybko staram się zanotować wszystko co jest potrzebne do powtórzenia. Wychodzi bardzo dobrze.

Na wysokości Jeziora Dzierżno koryguję kurs w prawo, ponieważ powinienem być w środku między jeziorem a Pyskowicami. Od tego momentu bardziej niż z użyciem busoli, poruszam się wzdłuż charakterystycznych punktów orientacyjnych, a taką jest linia kolejowa, która ciągnie się prawie równolegle do trasy. Widzę przed sobą miasto, ale nie jestem do końca pewny, czy są to już Strzelce, tym bardziej, że  średnia prędkość dla HMR jest wyższa niż założone 80kt. Znajduje to też potwierdzenie w wyznaczonych pięciominutówkach, które „schodzą” szybciej niż pokazuje stoper.

Strzelce poznaję po drodze dojazdowej do miasta prowadzącej z A4 i skrzyżowaniu z drogą z Toszka – tak wiele razy jeździłem samochodem tam daleko, na dole.

Robię piękny łuk nad miastem i wchodzę na kurs w kierunku miejscowości Zawadzkie. Będzie to pierwsza miejscowość za lasem. Mniej więcej tak to wygląda, ale teraz analizując ścieżkę GPS widzę, że obrany kurs był większy i trafiłem na miasteczko 2km na południe od zaplanowanej trasy.  Ma to swoje konsekwencje na dalszym odcinku: zgłasza się Kraków Informacja z ostrzeżeniem, że zbliżam się do strefy zakazanej nad Krupskim Młynem i muszę odbić w lewo. Tak też robię, a po wykonaniu manewru i powrocie na kurs zgodnie z instrukcjami z Krakowa, jestem na właściwej ścieżce. Miło mieć świadomość, że ktoś tam na ziemi, obserwując radar, jednak czuwa nad działaniami wykonywanymi przez niedoświadczonego pilota.

Kolejny punkt: CHARLIE. W tym miejscu instruktor przejmuje stery – przerwa dla niego na sesję zdjęciową. Po oddaniu sterów – kurs na WHISKEY. Tutaj nie potrzebuję ani mapy, ani kursu – lecimy wzdłuż lasu – czysty VFR. Po minięciu Woźnik (EPKTW) widać już lotnisko. Zgłaszam się do kontrolera z Wieży, a ten od razu mnie informuje, że podejście to trzeci prawy, pas w użyciu: 27. Jednak po wejściu w krąg, muszę wydłużyć pozycję z wiatrem, ponieważ na pasie znajdują się odśnieżarki. Razem z instruktorem obserwujemy maleńkie z tej perspektywy i zabawkowe samochodziki poruszające się rządkiem wzdłuż pasa.

Koszęcin

Koszęcin (EPKT CHARLIE)

Po dwu kolejnych zakrętach na podejściu, melduję się na prostej. Z niemiłym zaskoczenim obserwuję brak świateł na pasie. Nie ma nawet PAPI. Nagle, gdy mam do pasa jeszcze jakieś 1.5 km nastaje pełna iluminacja. Mój instruktor kwituje to krótkim stwierdzeniem przez radio: „już myślałem, że się nie doczekamy”. Wykonuję konwojera i żegnamy się przelatując dokładnie nad terminalem lotniska.

Kolejny punkt, GOLF z tej perspektywy jest dużo lepiej widoczny, niż podczas lotu z południa. Żegnam się z Wieżą i lecimy do domu. Tutaj jednak następuje mój tajny plan na lot z Pyrzowic. Dostaję zgodę od instruktora na odbicie w kierunku Siemianowic. Szybko odszukuję Osiedla Tuwim i dwukrotnie zakręcam nad nim rejestrując krótki film. Jak się nadarzy okazja, pokażę moim Rodzicom. Dalej już jak po sznurku: podejście na Muchowcu – trzeci prawy do 23. Nie ma jednak tak prosto. Ręka instruktora ściąga obroty silnika do minimum i informuje o imitacji awarii. Choć jestem dość wysoko, ląduję bez najmniejszego problemu. Samolot na pasie zachowuje się jak sanki na śniegu, ale jest to raczej ciekawe i przyjemne niż niebezpieczne.

Kończymy na dzisiaj. Następna trasa będzie wokół CTR Krakowa.


0 komentarzy

Dodaj komentarz

Symbol zastępczy awatara

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *