Kolejna trasa przez Pyrzowice

Opublikowane przez AskeF w dniu

Kolejna trasa przez Pyrzowice

W poniedziałek pogoda się zepsuła. We wtorek nie było lepiej. Zero latania. Pod wieczór jednak było już widać, że się przejaśnia. Pobudka w środę o 6:30 – na zewnątrz jeszcze ciemno. Ostro i wyraźnie zawieszony na niebie Księżyc zwiastuje niezłą widoczność i napawa nadzieją. Polecimy.

Przed zgłoszeniem planu lotu jeszcze szybka kontrola siły i kierunku wiatru na poziomie przelotowym i jestem gotowy. Dziś będziemy lecieć z Muchowca przez Pyrzowice, Lubliniec, Gliwice i z powrotem na Muchowiec. Na lotnisku w Pyrzowicach i w Gliwicach – konwojer.

Ostatecznie postanawiam przygotować rozpiskę w ten sposób, by kursy były wyznaczone z dokładnością do 5-ciu stopni. Busola magnetyczna i tak rusza się w sposób mało kontrolowany, a na żyroskopowym wskaźniku podziałka ma właśnie taką dokładność. Bardzo solidnie też przygotowuję się z topografii terenu przed lotem i mam nadzieję, że to mi pomoże.

Zestaw materiałów do lotu

Na lotnisku pakuję się do SP-HMR. To właśnie na tym samolocie pierwszy raz zasiadłem za sterami rozpoczynając kurs praktyczny na Muchowcu. Nie mniej jednak, ostatnie 2 miesiące latałem na KIR-ze, do którego już mocno przywykłem i choć konstrukcyjnie są to takie same samoloty, to zestaw przyrządów i ich rozmieszczenie jest różne. Ale nie powinno to stanowić problemu.

Na zewnątrz zrobiła się zima i temperatura spadła do 5-ciu stopni poniżej zera.  Mam spore trudności z odpaleniem maszyny. W związku z tym nieco dłużej trwa grzanie silnika. Potem próba, sprawdzenie iskrowników i podgrzewu, ustawienie awioniki i właściwych częstotliwości, i wio – idziemy do góry.

Nie wiem, czy to po remoncie silnika, czy z uwagi na zwiększoną gęstość powietrza, ale samolot wyrywa do góry. Podobną siłę i szybkość wznoszenia miałem ostatni raz podczas laszowania – wtedy też było zimno. Robię krąg nad lotniskiem i kieruję się na północ. Dziś całą korespondencję radiową mam wykonywać ja. Zgłaszam więc  odejście z ATZ i witając się z Kraków Informacje proszę o otwarcie planu lotu. Jednocześnie utrzymuję wyznaczony kurs: 025 stopni. Tutaj chwilę dyskutujemy z instruktorem, ponieważ uważa on, że powinienem go nieco zmniejszyć (nominalnie do punktu GOLF, gdzie mamy się zameldować, wynosi on 008), ale przekonuję go, że mamy znoszenie z uwagi na dość silny wiatr ze wschodu. Ostatecznie mam rację – wychodzimy prawidłowo w przewidzianym punkcie.

Przełączam się na Katowice Wieża i kontroler zasypuje mnie masą informacji. Powtarzam pracowicie, co zrozumiałem i zapamiętałem, ale następnym razem postanawiam notować to, co jest istotne, żeby nie umknęło. W każdym razie mamy wejść od punktu X-RAY w prawy krąg do pasa 09.

Przyziemienie na takim lotnisku to czysta przyjemność. Nowy betonowy pas jest płaski jak stół. Tym razem moje lądowanie jest lepsze, ale nie obyło się bez małej wpadki: najpierw przyziemiłem prawym kołem, potem lewym, a na końcu przednim. Instruktor skomentował to tak, że gdybym takie lądowanie sobie zaplanował, to by mi na pewno nie wyszło.

Z lotniska odchodzę na północ w kierunku punktu WHISKEY. Idzie jak po sznurku. Z czasem nabiera się jednak doświadczenia i punkty topograficzne wchodzą w krew. Żegnam się z Wieżą, przechodzę na Kraków Info i nad centrum Woźnik zmieniam kurs na punkt CHARLIE. Analizując wcześniej mapę wiem, że mam się poruszać skrajem lasu. Tak też robię, a kurs busoli dokładnie pokazuje wartość, jaką mam założoną w planie.

Pyrzowice - mapa punktów wokół lotniska

Po minięciu Koszęcina (CHARLIE) jest banalnie prosto – trzeba się trzymać linii kolejowej aż do Lublińca. Nad główną stacją kolejową w Lublińcu zakręcam i obieram kurs na południe z lekką odchyłką dziobu w kierunku wiatru. Resetuję stoper. Teraz niestety nie jest już tak prosto. Widoczność w kierunku południowym zarówno przez oślepiające słońce jak i unoszącą się nad ziemią mgiełkę, jest fatalna. Nie mniej jednak kolejne pięciominutówki, mapa na kolanach i trzymany stale wyliczony kurs, pozwalają mi się w miarę orientować w terenie. Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczony, kiedy w założonym czasie, prosto przede mną, wyrasta lotnisko w Gliwicach. Nawigacja to jest jednak sztuka i wiem, że jeśli się jest pewnym wyliczeń, to można być też pewnym prawidłowości kierunku lotu. W ogóle mam takie wrażenie, że człowiek z każdym lotem nabiera nie tylko większego doświadczenia, ale też rosną jego umiejętności. To przyjemne uczucie, kiedy widać efekty pracy, jaką się wkłada w realizowaną pasję.

W Gliwicach wchodzimy od lewego po trzecim zakręcie. Na trawie robię konwojera i odchodzimy w kierunku Muchowca. Wprawdzie nie widać dalej niż 2-3km, ale w tym miejscu nawet, gdybym musiał lecieć nad autostradą (której trudno nie zauważyć) to bym trafił do domu. W radiu odzywa się SP-KIR, który zaraz po nas wykonuje niski przelot nad EPGL i… jak zwykle w moim instruktorze budzi się duch pilota myśliwca. Przechwytujemy. Oddaję stery i przez chwilę ścigamy drugą Cessnę, a potem przez dłuższy czas bawimy się w lot w szyku (pozdrowienia dla pana Jerzego). Ja w tym czasie zajmuję się dokumentowaniem naszego lotu, z czego powstaje krótki:

Znalezienie Muchowca i lądowanie w domu to już tylko formalność. Po zamknięciu planu, opuszczam lotnisko po moim ostatnim locie w tym roku. A ten kończący się właśnie 2015 rok był nad wyraz dla mnie obfity w znaczące wydarzania. Spośród wielu rzeczy pobocznych, zdarzyła się też ta, która doprowadziła mnie do rozpoczęcia szkolenia lotniczego, jak również do rozpoczęcia pisania tego bloga. Lotnictwo to odskocznia, to przyjemność panowania nad maszyną w niczym nieograniczonej przestrzeni. Blog zaś to tylko (albo aż) dokumentacja wszystkiego, co z moim lataniem się wiąże. Ten rok kończę z nalotem 26 godzin i jestem bardzo ciekawy, co przyniesie mi nowy, 2016 rok.


0 komentarzy

Dodaj komentarz

Symbol zastępczy awatara

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *