Dlaczego samoloty czasem nie latają?

Opublikowane przez AskeF w dniu

Dlaczego samoloty czasem nie latają?

Sytuacja,  w której prawie każdego dnia miałem loty nie mogła trwać długo. Było to zbyt piękne, żeby taka sytuacja utrzymywała się cały czas. Przyszedł więc kolejny tydzień, a ten stanowił kwintesencję i kumulację niekorzystnych zjawisk. Atmosferycznych oczywiście. Samoloty nie mogą niestety latać w każdych warunkach, a moje (przyszłe) uprawnienia do lotów z widocznością mocno limitują dopuszczalne warunki użytkowania statków powietrznych. Pierwszym ograniczeniem jest siła wiatru. Dla Cessny 150, na której się szkolę, graniczna wartość wynosi 13-15 węzłów przy gruncie. Kolejnym ograniczeniem jest widoczność, która dla Muchowca powinna być nie mniejsza niż 2000m. I wreszcie trzecie, to podstawa chmur, która nie powinna być niższa niż 660 stóp.

Wszystkie te czynniki stanowią o bezpieczeństwie wykonywanych lotów. W przypadku silnego wiatru, a w szczególności jego porywów, które najczęściej przekraczają wartości graniczne, samolotem zaczyna coraz bardziej rzucać, a występujące turbulencje, znacząco przeszkadzać w pilotażu. Jeśli dodamy do tego jeszcze konieczność dodawania stałej poprawki na kat znoszenia, która oczywiście będzie różna w zależności od kierunku lotu, a następnie utrzymania kierunku podczas podejścia do lądowania, to czasem robi się bardzo nieprzyjemnie. I nie ma się co tutaj obrażać na naturę, ponieważ mówimy tutaj o bezpieczeństwie, które zawsze w lotnictwie musi stać na pierwszym miejscu.

Nieco inaczej wygląda sprawa w przypadku ograniczenia widoczności i niskiej podstawy chmur. Wprawdzie lecieć się da (o ile nie ma zbyt mocnego wiatru), ale widoczność może być ograniczona na tyle, że np. nie widać charakterystycznych zabudowań i konstrukcji (drogi, osiedla, lasy, kominy), które pozwoliłyby na orientację w terenie. A przecież dobrze by było znaleźć lotnisko, z którego się wystartowało, żeby móc na nie powrócić.

Pogoda właśnie była podstawowym czynnikiem, z powodu którego w zeszłym tygodniu loty były wstrzymane. Od poniedziałku do piątku wiało niemiłosiernie, a czwartek i piątek były dniami, w których przeszkadzała niska widoczność i/lub niska podstawa chmur.

Wydawało się jednak, że w weekend sytuacja się odmieni – prognozy zapowiadały całkiem ładną (do latania) pogodę. I nagle okazało się ze jedna Cessna musi zostać oddana na prace (po każdych 50 godzinach lotu, certyfikowany samolot musi zostać poddany przeglądowi), a druga nie podniosła się jeszcze po remoncie silnika.

W ten sposób dwa samoloty, na których mogę się szkolić, zostały uziemione. Jak pech, to pech.


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: