Latanie jest przyjemne

Opublikowane przez AskeF w dniu

Latanie jest przyjemne

Tak się składa, że ostatnio czas spędzam głównie na realizacji szkolenia do IR(A). Spośród całego programu szkoleniowego, na który składa się 35 godzin symulatora i 15 godzin latania na PA28, zostało mi praktycznie jeszcze 5 godzin. Niby dużo, ale biorąc pod uwagę, że poprzednie 10 godzin załatwiłem podczas dwu wizyt w Modlinie, potrzebuję jeszcze jednego wyjazdu.  Wówczas były to dwie sesje po 5 godzin dziennie na Piperze. I choć wygląda, że to dużo, to po tamtych lotach wcale nie byłem  zmęczony.

Nie dziwne więc, że umówiliśmy się na kolejną pięciogodzinną sesję, która miała zakończyć cały cykl. Tak się jednak nie stało. Mimo doskonałej pogody, przyjazdu do Modlina, obecności instruktora i drobiazgowego przygotowania całego lotu zabrakło jednego: sprawnego samolotu. Tego pięknego dnia Piper wrócił z Częstochowy z opuszczonym podwoziem, które podczas trasy powrotnej nie chciało się schować. W tej skomplikowanej układance, która składa się na ostateczny lot, ma znaczenie wiele czynników. Wystarczy, że jeden nie zagra i nie ma wyboru – dzień stracony.

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dzięki pozytywnemu podejściu instruktorów, tego dnia, żeby nie tracić bezpowrotnie całej mojej podróży z Katowic, zdecydowaliśmy że rozpoczniemy przygotowanie do latania do szkolenia CPL(A). I tutaj od razu nasuwa się pierwsze pytanie: jaki jest program tego szkolenia? Nie wnikając w szczegóły (oczywiście zajrzeliśmy do materiałów źródłowych), program jest bardzo podobny do szkolenia PPL(A). Tyle, że intensywniejszy. A więc: doskonalenie kręgów i lądowań w różnych konfiguracjach i prędkościach, przeloty na trasie i sytuacje awaryjne. Całość: 15 godzin. I większość na starej, dobrej Cessnie 152. Podsumowując: wszystko, co najlepsze ze szkolenia, jakie pamiętam, tylko w bardziej zaawansowanej formie.

Ale nastąpiła też pewna zmiana. A mianowicie dostałem nowego instruktora. W tym miejscu nie sposób nie przypomnieć mojego instruktora z PPL-ki. Uwielbiałem z nim latać. On uwielbiał latanie. Z jego  7000 godzinnym nalotem był dla mnie niedoścignionym wzorem. Przy okazji była w nim też pewna doza szaleństwa i chyba trochę romantyzmu. Mój pierwszy lot zapoznawczy z nim to było duże przeżycie. To, co wtedy mi pokazał zapamiętam do końca życia. (Choć z drugiej strony, jeden z kolegów po identycznym locie z nim wyszedł z kokpitu zupełnie zielony).

Podobne wrażenia mam teraz z mojego ostatniego lotu. Zaczęliśmy spokojnie, od podstaw: „pokaż jak budujesz krąg i jak lądujesz”. Trochę z zaskoczenia, bo na C152 to latałem chyba ostatnio ze dwa lata temu, ale cóż to za problem. Znając prędkość podejścia, nie powinno być kłopotu. Jednak po tych wszystkich MEPL-ach, symulatorach, IR-ach, w których każdy zakręt ma być „rate one”, a parametry ściśle utrzymywane, nie dziwne, że na C152 wyszło to bardzo ślamazarnie. Efekt? Instruktor bardzo szybko wytłumaczył mi, jak będziemy latać. Zakręty – dynamicznie. W holdingu – nie mniej niż 45 stopni przechylenia. Kręgi – oprócz normalnych – również niskie (nie wyżej niż 400 ft nad lotniskiem) i ciasne (w ścisłych granicach lotniska, czyli do siatki ogrodzeniowej). W przypadku niskiego kręgu, ostre zejście do miejsca przyziemienia w znacznym przechyleniu z jednoczesnym konfigurowaniem samolotu do lądowania. Lądowania z silnym boczny wiatrem (10 kt) dochodzącym w porywach do 20 kt z przechyleniem na wiatr (lotka na wiatr) i przeciwną nogą na sterze kierunku (ślizg).

Tej ostatniej techniki zawsze chciałem się nauczyć w przeciwieństwie do normalnie stosowanego powszechnie „kraba”, ale nigdy nie miałem okazji popróbować. A tutaj proszę. I warunki odpowiednie i instruktor na miejscu. Raz się nam nawet udało wylądować na jednym kółku głównego podwozia. Bajka! I to wszystko w strefie kontrolowanej lotniska!

Nic dziwnego, że dwie godziny (na kręgach) minęły tak szybko, że się nawet nie zorientowałem. Było ciekawie, intensywnie, były nowe doświadczenia i nowa potężna dawka wiedzy praktycznej skumulowana w czasie. Jeśli dodać miłą atmosferę podgrzewaną swobodną i interesującą konwersacją pomiędzy kolejnymi lądowaniami, to nic dziwnego, że po locie, jeszcze przez długi czas banan nie schodził z moich ust. Było wszystko to, co w lataniu lubię najbardziej. Dużo przyjemności!


2 Komentarze

Adam · Maj 10, 2019 o 12:38

Czyli wielkimi krokami do celu. Nie mogę się doczekać wpisu o screeningu i później szkoleniu na typ 🙂 Jak technicznie wygląda zakończenie szkolenia IR(A)? Egzamin LKE, czy zwykły wpis do licencji jak w przypadku N-VFR?

    AskeF · Maj 11, 2019 o 06:49

    IR(A) kończy regularny, państwowy egzamin. Dopiero po nim uzyskuje się wpis do licencji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: