Wycieczka do Sandomierza

Choć ostatnio nie pojawiają się na blogu zbyt często wpisy o charakterze czysto wycieczkowym, to wcale nie znaczy, że zaniechałem tej bądź co bądź przyjemnej części latania. Jak zwykle dużo zależy od dostępności samolotów i przede wszystkim pogody. Na tą ostatnią nie mam zresztą co narzekać. Lato mamy przyjemnie ciepłe, a weekendy wydają się być dobrym momentem, żeby polecieć gdzieś dalej. W tę niedzielę wybór padł na Sandomierz. Jak na małą Cessnę to dość daleko, ale dlaczego nie spróbować?
Trasa prosta jak strzelił: po starcie z Muchowca z pasa 23 kurs na wschód, z powrotem przez Święty Krzyż na Muchowiec. Całość w sumie ok. 2 godzin i 50 minut, 425 km i… niezapomniane wrażenia.
Na początku, wszystko jak trzeba, po opuszczeniu ATZ-tu Muchowca, zgłaszam się na Informacji Kraków prezentując zamiary. Nic specjalnego i też niczego się nie nie należy spodziewać, oprócz oczywiście lotu z własną nawigacją, ponieważ nie ma kontaktu radarowego. Na tej wysokości (2000 stóp) to całkowicie normalne. Po jakimś czasie słyszę jednak wywoływanie „statku powietrznego na północ od Olkusza poruszającego się z kursem wschodnim”. To ja! Odpowiadam na prośbę o sqawk ident oraz wysokość i dowiaduję się, że znajduję się w strefie ograniczeń lotów.
Ograniczenia lotów? Nic o tym nie wiem! Obsługa Krakowskiej Informacji jest na szczęście wyrozumiała. Na moją prośbę o pomoc w skierowaniu mnie poza strefę dostaję prośbę o wykonanie zwrotu na północ i kontynuowanie lotu z kursem północnym przez kolejne 7 minut. Potem mogę dalej wykonywać lot w kierunku Sandomierza.
Ja rozumiem, że żyjemy w czasach zagrożenia terrorystycznego, ale mam wrażenie, że ostatnimi czasy ociera się to już trochę o paranoję. Światowe Dni Młodzieży, Szczyt Międzymorza, Mistrzostwa Świata w piłce nożnej do 21 lat, a dziś Sesja Światowego Dziedzictwa UNESCO w Krakowie. Faktem jest, że przygotowując lot jestem zobowiązany do sprawdzenia aktywności wszystkich aktywnych stref, NOTAM-ów oraz omijania stref zakazanych i zabronionych. Większość z nich znajduje się na mapach PAŻP, ale niestety nie tzw. strefy EA (ograniczeń lotów). W tym konkretnym przypadku strefa EA 155 (aktywna do 12.07) stanowi koło o średnicy 50 km wokół Krakowa, w której obowiązuje całkowity zakaz wykonywania lotów. Oczywiście są wyjątki, dla których konieczne jest uzyskanie zgody na 24h przed planowanym lotem od Dowódcy Centrum Operacji Powietrznych. Gdzie można znaleźć szczegółowe informacje o tym oraz o ewentualnych innych ograniczeniach? Wszystko jest zawarte w AIP sekcji ENR oraz w AUP pod adresem http://www.amc.pansa.pl/?menu_lewe=mapy&lang=_pl .
Po minięciu EA155 wykonuję spokojnie lot do Sandomierza i po drodze spotykam pierwszą niespodziankę: Pałac w Kurozwękach. Jednak nie tyle sam pałac przykuwa moją uwagę, co jego okolice. A w jego pobliżu można znaleźć doskonale widoczne z powietrza labirynty z kukurydzy, buku i konopii. Labirynty zasadzone na powierzchni 4,5 ha są dostępne dla turystów od maja do października i co roku mają inną formę. Na zdjęciach satelitarnych doskonale je widać.
W 2015 był to Jan Długosz:

W 2016 – Henryk Sienkiewicz:

Obecnie – Tadeusz Kościuszko:

Jak piszą organizatorzy: „spacerując po labiryncie można sprawdzić swoją zdolność orientacji w terenie, jak również wiedzę. Na terenie labiryntu nie działają telefony komórkowe, przez co adrenalina jest większa. Co roku organizujemy konkursy, w ścieżkach labiryntu umieszczamy punkty z pytaniami, które trzeba odnaleźć. Każdy uczestnik zabawy ma za zadanie odszukać ukryte pytania i uzupełnić specjalną krzyżówkę. Prawidłowo wypełnione kupony biorą udział w losowaniu nagród.”
Po minięciu Kurozwęk, lecę dalej w kierunku Sandomierza, który dzięki wiatrowi w plecy pojawia się „już” po ponad godzinnym locie z Muchowca. Tu muszę stwierdzić, że z góry Sandomierz prezentuje się bardzo atrakcyjnie. Jak czytamy, „miasto poszczycić może się wspaniałą, oryginalną zabudową architektoniczną. Sandomierskie Stare Miasto to charakterystyczny zespół o średniowiecznym, szachownicowym układzie, skupionym wokół prostokątnego Rynku, z widocznym zarysem i zachowanymi fragmentami średniowiecznych murów miejskich. To jedna z najlepiej zachowanych i najpiękniejszych starówek w Polsce, o dużej wartości historycznej i architektonicznej, wpisana do rejestru zabytków o światowej randze”.

W drodze powrotnej kieruję się na zachód w stronę Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Niestety nad teren Parku nie można wlatywać, ponieważ znajduje się tam strefa zabroniona do poziomu 6500 stóp. Dlatego znajdujący się w pobliżu Łysej Góry klasztor mogę obserwować tylko z pewnej odległości.

Górę Łysiec – współcześnie znaną jako Święty Krzyż – przed wiekami szczególnie upodobały sobie czarownice. Podczas organizowanych przez nie sabatów odprawiane były tajemne gusła, trwała piekielna zabawa i tańce. Tak mówią ludowe przekazy, natomiast o fakcie istnienia tu miejsca kultu pogańskiego świadczą pozostałości kamiennego wału kultowego z ok. VIII w. otaczającego szczyt góry. W dzisiejszych czasach Święty Krzyż to miejsce słynące z klasztoru pobenedyktyńskiego oraz przechowywanych w nim Relikwii Drzewa Krzyża Świętego. Klasztor, będący obecnie pod opieką Misjonarzy Oblatów, szczyci się bogatą, 1000-letnią historią.
Czas wracać na Muchowiec – już ponad dwie godziny w powietrzu i paliwa coraz mniej. Na kierunku zachodnim lecę jednak pod wiatr i niestety prędkość w stosunku do ziemi jest nie większa niż 70 węzłów. Po drodze „dzięki” strefie ograniczeń lotów muszę nadłożyć przelatując nad Ogrodzieńcem, co dla potrzeby niniejszego wpisu skrzętnie dokumentuję.

Dzisiejszą wycieczkę zaliczam do udanych. Do zobaczenia.
2 komentarze
Ozon · 18 lipca, 2017 o 15:34
Możesz mi powiedzieć ile na Muchowcu trwał lasz na c172? Kiedy robisz nockę?
admin · 18 lipca, 2017 o 15:48
Laszowanie na dowolny typ na Muchowcu – 2h; o szczegółach poczytasz tutaj.
Nockę mam zrobioną, szczegóły dostępne tutaj.