Co z tymi Rudnikami?

Opublikowane przez AskeF w dniu

W czwartek rano, po ciężkiej połowie tygodnia, zwlekam się z łóżka o 7:30. Standardowe i nieprzytomne zejście na śniadanie, rzut oka na komórkę (straszna przypadłość) i rozpoczęcie spożywania. Zaraz, zaraz. Dwa nowe SMS-y! Oba od mojego instruktora. Pierwszy mówi, żebym zadzwonił przed wyjściem, a drugi: „Latamy”. A przecież dzień wcześniej sprawdzałem prognozę pogody i zupełnie się nie zapowiadało, że coś się zmieni. Od ponad trzech tygodni pogoda była taka, że przeloty na trasie zupełnie nie były możliwe. I teraz nagle, „Latamy”!?

Jest godzina 7:40 po najszybszym śniadaniu na świecie. Rezerwację mam na 8:00. Potrzebuję ok. 20 min, żeby się dostać na Muchowiec. Masakra. Poza tym – trasa. Wprawdzie mam przygotowaną trasę do Rudnik przez Pyrzowice, ale nie mam najnowszych poprawek na kąt znoszenia! A plan lotu? PLAN LOTU! Według obowiązujących przepisów mogę go zgłosić najpóźniej 1 godzinę przed planowanym odlotem. W żaden sposób o 7:45 nikt mi już planu lotu na godzinę 8:00 nie przyjmie! Do tego wszystkiego trafiam po drodze na korek w okolicach Pętli Brynowskiej. Wszystko idzie nie tak.

Dzwonię do instruktora. Mówię o dwu podstawowych problemach: spóźnię się jakieś 10-15 minut i nie zdążyłem złożyć planu lotu. W odpowiedzi słyszę uspokajające: nie ma problemu z czasem – zdążymy, a plan lotu zgłosi za mnie z powietrza.

Na lotnisku wyprowadzamy samolot z hangaru i przed wejściem do kabiny, aplikujemy nową procedurę wprowadzoną w Aeroklubie związana z realizacją list kontrolnych podczas całego przelotu. W sumie, to po tak długiej przerwie, nie mam pewności, czy jeszcze wszystko pamiętam. Okazuje się jednak, że latania się nie zapomina tak szybko. Oczywiście są drobiazgi, które umykają, w szczególności, jak się człowiek zdekoncentruje, ale jest ich jednak w miarę trwania szkolenia, coraz mniej.

Po zgłoszeniu odejścia z lotniska, muszę trochę sobie przypomnieć trasę na Pyrzowice, a w szczególności do punktu GOLF, który stanowi wejście do przestrzeni kontrolowanej CTR. Jest to tym trudniejsze, że widoczność wcale nie jest taka dobra, jakby się mogło wydawać.

Jezioro w Rogoźniku (punkt GOLF) znajduję jednak szybko, a w międzyczasie instruktor kontaktuje się z Wieżą i prosi o zezwolenie na wlot do przestrzeni kontrolowanej w celu wykonania trzykrotnego konwojera i przelot dalej na północ w kierunku punktu WHISKEY (Woźniki). Nie ma więc tego złego, co  by na dobre nie wyszło, a mianowicie polatam sobie trochę po kręgu nad lotniskiem kontrolowanym, co do tej pory nie było mi dane. Fajnie. Lądowania, kręgi i korespondencja wychodzą bardzo pozytywnie. To, co jednak obserwujemy wokół, nie nastraja pozytywnie. Pogoda się psuje i niestety instruktor zgłasza zmianę zamiarów: wychodzimy z przestrzeni kontrolowanej przez punkt GOLF, czyli wracamy z powrotem. Tak całkiem prosto jednak nie będzie. Mam zmienić trasę i dolecieć do Muchowca przez Rybnik. Wiśta wio łatwo powiedzieć. Muszę szybko przypomnieć sobie skąd wieje wiatr, o jakiej sile, oszacować kierunek na Rybnik i trzymając odpowiedni kierunek, wylądować na lotnisku w Rybniku. To też idzie całkiem dobrze, chociaż zaczyna padać deszcz, a po chwili również śnieg.

W Gotartowicach robię ładny touch&go i obieram kierunek na Muchowiec. Konieczne jest włączenie podgrzewania rurki Pitota. I choć w przeciwieństwie do deszczu, śnieg nie zostawia na szybie śladów, jest doskonale widoczny, zwracając wzrok w kierunku bocznej szyby. Istnieje realne ryzyko oblodzenia.

Bezpiecznie docieramy na Muchowiec. Samolot trafia do hangaru – dziś już niestety nikt więcej nie polata.


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: