Góry – dla przyjemności

Opublikowane przez AskeF w dniu

Góry - dla przyjemności

W poniedziałek robi się pogoda. Dziś będą góry dla odmiany. Zawsze to fajnie pooglądać sobie Beskidy, kiedy jest ładna pogoda, a na taki dzień się właśnie zapowiada.

Przed ósmą jestem na lotnisku. KIR już (!) dziś latał, więc dumnie się prezentuje na stojance przed hangarem. Muszę go jednak zatankować. Potem szybko do środka, podstawowe sprawdzenie według obowiązującej, nowej listy kontrolnej i… „od śmigła”.

Wszystko bez problemu. Start z pasa 05, nabieranie wysokości do 2000, komunikacja radiowa jak należy i w zasadzie z kierunkiem pasa, na Rybnik. W KIRze dla odmiany busola magnetyczna nie skacze jak pijany zając, tylko pięknie trzyma kurs. To dobrze. Bo znów nie uzgodniłem przed startem żyroskopowego wskaźnika kursu, a akurat w KIRze próba ustawienia go podczas lotu jest skazana na niepowodzenie, ponieważ trzeba przyłożyć znacznej siły, żeby to było możliwe.

Chwilę sobie lecimy i już nawet widzę autostradę A1, ale gdzie jest lotnisko w Rybniku? Lepiej by było, żebym je znalazł, bo mam na nim wylądować. Co więcej, będę na nim zdawać egzamin praktyczny, czyli będzie to moje początkowe i końcowe lotnisko, na które będę wykonywać lot z egzaminatorem.

W końcu widzę tę ogromną polanę. Podejście do pasa 12 trochę za płytkie i jestem za wysoko, ale co mi tam, dam radę. Tak jak to już kilka razy robiłem (bo nie jest to takie oczywiste) lądowanie wzdłuż i w pobliżu hangarów. Całkiem ładne i miękkie. Teraz szybko do góry i w góry. Jesteśmy już poza strefą kontrolowaną, więc można się wznieść do 4000 stóp, a potem prosto na Żywiec. Po drodze najbardziej charakterystyczne punkty, czyli ogromne (nawet z tej perspektywy) jezioro Goczałkowickie, a później lotnisko w Bielsku. Wszystko zgodnie z planem. Tę trasę już kilkakrotnie „przelatywałem”. Nad Żywcem, nieco na południe od jeziora Żywieckiego, zmiana kierunku na Suchą Beskidzką. Aktualnie mam 3500 i mijając szczyty gór widać wyraźną granicę szadzi na drzewach. To oznacza, że może lodzić. Z tej perspektywy ciekawie też wyglądają chmury. Poruszamy się zaraz pod nimi, więc uciekają mi znad szyby. Patrząc jednak przed siebie, widać że ich poziom w oddali się obniża zasłaniając okoliczne szczyty, a ich ilość się zwiększa. Niestety z fotela obok pada decyzja o zmianie trasy i obranie kursu na Kaniów. Wygląda na to, że nie zrealizuję znów swych planów wycieczkowych. Trudno.

Lotnisko w Bielsku

Lotnisko w Bielsku

Kaniów. Łatwo powiedzieć, gorzej wykonać. Żeby prawidłowo oszacować kurs, trzeba się zorientować w terenie. Z pomocą przychodzi Góra Żar z położonym na jej szczycie zbiornikiem. Mam ją w niedalekiej odległości z lewej strony. Teraz będzie już prościej, choć nie znaczy że lepiej. Mniej więcej w połowie drogi do Kaniowa oddaję stery w ręce instruktora, który pokazuje, jak się robi głęboką ósemkę. Pełna profeska. Przy 9000 godzin nalotu można się czymś takim chwalić. Minie jeszcze sporo czasu zanim ja będę to wykonywać z taką swobodą.

Żar

Żar

Podejścia do Kaniowa do pasa 31 (odkąd latam, Radio w Kaniowie odezwało się do mnie po raz pierwszy i takie podało warunki do lądowania). Przed progiem pasa wielka, biało-czerwona belka budzi respekt. Do tego stopnia, że mam obawy przed zniżaniem, ale samo lądowanie – bajka. Szybko do góry i do domu. Lecimy na 1600 bo pogorszyła się pogoda i nie ma już teraz zbyt dobrej widoczności. Do tego stopnia, że komin w Tychach jako element wyznaczający granicę strefy w Bieruniu, którą trzeba ominąć, niknie we mgle. Przy dzisiejszym wietrze, trzymanie kursu jest jednak wyjątkowo proste. Komin w końcu się pojawia, kurs mam prawidłowy, ale nagle, dokładnie na naszej wysokości, leci z przeciwnej strony Cirrus. Mijamy się może w odległości 100m. Skumulowana prędkość na kolizyjnym kursie wynosić może nawet ok. 300 km/h. Mój instruktor zgłasza na Info Kraków, że bliżej niezidentyfikowany Cirrus kręci się po okolicy. Otrzymujemy w odpowiedzi informację, że Info nic o nim nie wie. No cóż. Ten pan pewnie należy do tych, którzy nie używają radia.

Bez dalszych problemów docieramy na Muchowiec z mięciutkim lądowaniem. Koniec na dziś. Choć plan nie został w pełni wykonany, to nie znaczy, że nie obyło się bez wrażeń. Pozytywnych. Jak zawsze.


0 komentarzy

Dodaj komentarz

Symbol zastępczy awatara

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *