Wokół CTR Kraków

W środę wieczorem przechodzi z północy na południe Polski front chłodny. Sytuacja modelowa. Chłodne powietrze wypycha w górę cieplejsze i w efekcie następuje proces kondensacji pary wodnej i rozwój zachmurzenia kłębiasto-deszczowego (Cumulonimbus). Towarzyszące temu zjawiska (wiatr i opady) mają charakter intensywny. Wszystko to obserwuję zarówno na podstawie bieżących raportów pogodowych (w METAR pojawiają się informacje o chmury Cb), jak i praktycznie – deszcz w drodze do domu przemacza mnie skutecznie. Na osłodę zostaje mi tylko nadzieja, że przecież nazajutrz po przejściu frontu powinna być ładna pogoda z umiarkowanym wiatrem i lepszą widocznością.
Przed 11 w czwartek jestem przed hangarem. Ewelina już dziś latała HMR-em, ale pogoda wcale tak dobrze nie wyglądała, jak by się można było spodziewać. Decydujemy się jednak na trasę zgodnie z planem, czyli dookoła CTR Kraków: EPKM, EPKK MIKE, Proszowice, Pobiednik (EPKP), Skawina, Wadowice, Jaworzno, Muchowiec.
Tym razem przed startem wszystko poustawiane jak należy, zgoda uzyskana i po wejściu na wysokość przelotową nad lotniskiem biorę kurs na MIKE’a. Prawie pół godziny lotu w jednym kierunku; wychodzi tego około 40 NM (ponad 70 km). Nad Katowicami i ich okolicą jest jeszcze ciekawie. Nad Olkuszem przelatujemy między charakterystycznym osiedlem z niebieskimi dachami z jednej strony i zamkiem, z drugiej. Potem robi się nudno. Krajobraz taki sobie, nic ciekawego. Jedyną atrakcją jest to, że przy wysokości przelotowej 2000 stóp AMSL, wysokość nad ziemią jest taka, że mam wrażenie szorowania kadłubem po wierzchołkach drzew. Nic dziwnego: Wyżyna Krakowsko-Częstochowska.
Lecąc na tym odcinku staram się zachować stały kurs. Dziś jednak jakoś przestałem mieć zaufanie do busoli, która jeszcze na pasie 05 Muchowca pokazała mi 040. Dodatkowo, po uzgodnieniu kursu z żyrokompasem, po jakichś 20 minutach znów jest różnica pomiędzy przyrządami co najmniej o 10 stopni. Z odsieczą przychodzi instruktor, który koryguje mnie w ostatnich minutach pierwszego odcinka z trzymanych do tej pory 80 na 30 stopni, co daje efekt w postaci pięknie wyrastającego przed nami Miechowa (EPKK MIKE). Teraz zmiana kursu na Proszowice, a po kilku minutach na lotnisko Pobiednik pod Krakowem. W pierwszym przypadku identyfikuję punkt na zasadzie ilości zabudowań, która jest zdecydowane większa niż w okolicy, a w drugim (szybciej zauważam niż instruktor) dzięki widoczności dużej łąki.
Robię poprawnie konwojera na pasie 27 i natychmiast lecimy w górę – Pobiednik znajduje się zaraz pod CTR-em Balic i konieczne jest sprawne ominięcie strefy kontrolowanej.
Widoczność w kierunku zachodnim i północnym się poprawia. Kierujemy się na Skawinę (widoczne z daleka kominy) omijając z lewej strony Nową Hutę. Po kilku minutach na południu wyłaniają się też Tatry.
Przy okazji tej trasy miałem chytry plan okrążenia Bieżanowa i zakładów TeleFoniki, ale niestety nie udało mi się ich zidentyfikować po drodze. Z prawej strony rozciąga się panorama Krakowa i po jakiejś chwili zaczyna się pagórkowaty teren – najlepszy znak tego, że za chwilę dotrzemy do Wadowic. Tam skręcamy na północ i przemykając pomiędzy CTR-em Balic, a strefą zabronioną Oświęcimia dolatujemy do lądowiska w Zatorze zwieńczonego maleńkim domkiem dla pilotów. Niestety lądowisko okazuje się być bardziej kretowiskiem i w zasadzie na tym krótkim pasie robimy rzeczywiście ‚touch’ i od razu ‚go’, żeby nie zniszczyć podwozia. W Zatorze oglądamy też w oddali park rozrywki, a następny punkt zwrotny, to okolice Elektrowni Jaworzno, której dymiące kominy kondensacyjne uwieczniam dla potomności. Od Jaworzna na Muchowiec mam już rzut beretem. Niestety lądowanie na Muchowcu nie mogę zaliczyć do udanych – chyba potrzebuję zrobić kilka kręgów przypominających.


0 komentarzy