Nowe wyzwania, czyli rozpoczęcie kursu do ATPL

Opublikowane przez AskeF w dniu

No i stało się. Kurs ATPL(A) rozpoczęty.

Jak wcześniej pisałem, formuła jest ciekawa sama w sobie. Kurs jest dostarczany w postaci e-lerningowej. Na ogólne 650 godzin nauki składa się 582h nauki własnej i 68h przypadające na zjazd stacjonarny w Warszawie w drugiej połowie września. Suche liczby nie robią wrażenia, dopóki nie przełoży się tego na faktyczne zaangażowanie. Rozkładając naukę własną na czas kursu, wychodzi od 21 do 24 godzin nauki tygodniowo (tj. 3-4 dziennie). Taka intensywność będzie obowiązywać przy kursie 6-cio miesięcznym, w jakim biorę udział. Równolegle wystartował też kurs 3 miesięczny. Prosty rachunek: kursanci muszą wtedy poświęcić na naukę własną 6-8h dziennie. A to jeszcze nie wszystko.

Po każdych 15 godzinach spędzonych nad książkami (zgodnie z założonym harmonogramem) należy zdać egzamin w formie testu dostarczonego na platformie elektronicznej. Pomiędzy egzaminami, co 5-10h trzeba rozwiązać test. Daje to w ostatecznym rozrachunku 38 egzaminów i 78 testów. Każdy z testów/egzaminów jest dostępny na platformie w ściśle określonych slotach czasowych dostępnych dla uczestników przez 24h. Są trzy podejścia i pominięcie któregoś slotu lub brak zaliczenia egzaminu na minimum 75% jest równoznaczne z wykluczeniem z kursu. Nie muszę dodawać, że opłata za kurs została uiszczona z góry. Niby nic, a jednak trzeba być mocno zmotywowanym…

No dobrze, a co z materiałami dydaktycznymi? Muszę przyznać, że Ventumair ma całkiem niezłą bazę dokumentów dostępnych dla uczestników na swojej platformie. Dzięki temu nie trzeba ich pracowicie wyszukiwać w sieci. Z jednym wyjątkiem: podręczników Jeppesen’a ATPL Training, w które trzeba się zaopatrzyć. A tych jest dokładnie 15 sztuk, po kilkaset stron każdy, więc pomijając kwestię wagi jest to kilka tysięcy stron lektury. I coś mi mówi, że tym sposobem będę miał znaczący wkład w poprawę statystyk czytelnictwa w naszym kraju.

A przy okazji, ostatnio polatałem trochę na KAO. Spokojnie, przy słabszym wietrze niż na KIR, poćwiczyłem lądowania i polatałem w strefie. Nabrałem trochę więcej pewności, zacząłem przyzwyczajać się już do obciętego pasa na Muchowcu i poprzypominałem sobie wygląd „mebli” na Śląsku. Następnym razem najpewniej wybiorę się gdzieś dalej popodziwiać okolice.

Kategorie: ATPL

13 Komentarzy

~Ozon · 31 marca, 2017 o 16:10

kurs / egzamin jest po polsku czy angielsku? Zrobiłeś już ICAO?

    Askef · 31 marca, 2017 o 22:35

    Wszystkie materiały, podręczniki, załączniki i instrukcje jak również testy i egzaminy są dla ATPL w języku angielskim.
    Angielskiego lotniczego jeszcze nie zaliczyłem. W zasadzie to czekam na moment, w którym będą organizowane egzaminy na Muchowcu.

      ~ozon · 2 kwietnia, 2017 o 20:37

      Czy poza kursem „dobrze gadasz” po angielsku? Ja przyznam, że trochę się boję tego wyzwania, mój poziom ogólny to średnio zaawansowany, na wakacjach daję radę ale czy poradzę sobie z kursem? Nie wiem.
      PS: obecnie czekam w kolejce na teorię PPL w AC.

        Askef · 2 kwietnia, 2017 o 21:30

        Powiedziałbym, że raczej nie mam problemu z angielskim 😉 Po prostu charakter mojej pracy jest taki, że na co dzień go używam.
        W przypadku ATPL-a nawet nie do końca chodzi o to, żeby dobrze gadać po angielsku, ale potrafić zrozumieć zagadnienia, których ilość w zakresie pojęć, definicji i przepisów jest masakrycznie duża. Przygotowując się do testów, które mam co dwa dni, mam zawsze otwarty słownik google’a, żeby dokładnie zrozumieć kontekst. Jest to o tyle istotne, że pytania testowe często bazują na negacji (co jest również prawdą w przypadku ULC-owych pytań w języku polskim do PPL-a) i trzeba umieć wyłapać właściwe ich znaczenie.
        Wydaje mi się, że średniozaawansowany angielski jest wystarczający, ale w takim przypadku na pewno trzeba będzie włożyć dużo więcej pracy w przyswojenie słownictwa.

Adam · 25 listopada, 2018 o 11:58

Cześć, Twój blog, to złoto dla osób będących w trakcie drogi do pracy w liniach lotniczych. Stoję przed wyborem szkolenia teoretycznego do licencji ATPL(A). Idąc za Twoim przykładem zwróciłem uwagę na VentumAir. W tym miejscu pojawia się pytanie: wybrać szkolenie sześciomiesięczne czy rzucić się na jeszcze głębszą wodę i wybrać szkolenie trzymiesięczne? Nieco przeraziła mnie informacja, że trzykrotne oblanie slotu lub egzaminu wewnętrznego skutkuje wykluczeniem z kursu. Zamierzam przenieść się na studia zaoczne, żeby móc poświęcić na szkolenie więcej czasu, ale przeraża mnie perspektywa noża na gardle i nie jestem pewien czy poza siedzeniem w książkach znajdę czas na naukę z bazy pytań. Jak to ugryźć? Z góry dziękuję za odpowiedź 🙂

    AskeF · 25 listopada, 2018 o 15:44

    Cześć.
    Z tym złotem to lekka przesada – ja po prostu staram się być pomocny.
    Moja rada – jeśli zależy Ci na czasie – sięgaj po szkolenie trzymiesięczne. Możliwość oblania slotu? Oczywiście istnieje zgodnie z regulaminem, ale jeśli będziesz pilnować terminów, nie powinno się wydarzyć. Znajdziesz na to sposób tak, jak wielu przed Tobą 😉
    Co do zmiany studiów na zaoczne – nie mnie tutaj rozstrzygać.
    Poza tym im wcześniej przywykniesz do siedzenia w książkach i pytaniach – tym lepiej.

      Adam · 25 listopada, 2018 o 16:04

      Na czasie zależy mi bardzo, ale trzeba mierzyć siły na zamiary. Skuteczna nauka do ośmiu godzin w ciągu dnia może nie być osiągalna, a przecież tylko skuteczna pozwoli zaliczyć slot lub egzamin wewnętrzny. Szukam opinii czy warto porywać się na trzymiesięczne szkolenie, czy raczej skończy się to zderzeniem z rzeczywistością i wykluczeniem z kursu. Ilość egzaminów i testów sugeruje, że na dzień będzie przypadać conajmniej jeden. Szalone tempo, czy będzie czas na książki i pracę z bazą pytań, czy korzystniej wybrać opcję półroczną i uczyć się w nieco większym spokoju?

        AskeF · 25 listopada, 2018 o 17:23

        Zaimponowałeś mi!
        Dążysz do celu, a to bardzo dobrze rokuje.
        To teraz jeszcze bardziej zamieszam. Ja wybrłem opcję sześciomiesięczną właśnie po to, żeby pogodzić pracę zawodową, codzienne obowiązki i naukę. W tym czasie przeczytałem wszystkie książki Oxford’a do ATPL. Czy pozwala to komfortowo podejść do egzaminów w ULC? Niestety nie 🙁
        Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że przygotowanie do ATPL w ULC musi być kilkukrotnie bardziej intensywne niż podczas kursu. To oznacza, że niestety nie nauczysz się wszystkiego w czasie kursu. Krótkie porówanie (które może nie być reprezentatywne): mój kurs trwał 6 miesięcy plus dwutygodniowy zjazd, a egzaminy zdawałem w sześciu sesjach przez 10 miesięcy. Chcę przez to powiedzieć, że niezależnie od tego jak długi kurs wybierzesz i tak będziesz się musiał do tego przygotować (uczyć) jeszcze raz. Z tego powodu sugeruję 3 miesiące. Ale jeśli chcesz poważnie podejść do tematu i dogłębnie przechodzić przez każdy przedmiot, 6 miesięcy jest oczywiście lepszą opcją.
        Zajrzyj jeszcze tutaj

          Adam · 25 listopada, 2018 o 18:12

          Jestem niedługo po zdaniu teorii PPL(A) i podpisuję się w 100% pod stwierdzeniem, że szkolenie, to jedno, a przejście przez egzaminy w ULC, to drugie. Bez bazy pytań nie zdałbym wszystkich przedmiotów jednego dnia. Ale testy etapowe do PPL(A) były upierdliwe i nie zawsze udawało się zdać za pierwszym razem bazując tylko na wiedzy z wcześniej wysłuchanego wykładu, a przecież PPL(A), to piaskownica w porównaniu z licencją liniową.

          Skłaniam się bardziej ku wariantowi 3-miesięcznemu, ponieważ to tylko szkolenie, a prawdziwa nauka zacznie się po szkoleniu. Jedyną obawą są właśnie testy i egzaminy etapowe, które mogą pokazywać się na platformie szybciej niż mógłbym tego oczekiwać, a nie wybaczyłbym sobie straty czasu w sytuacji, w której zostałbym skreślony z listy kursantów, ponieważ czegoś nie udałoby się zdać.

          Zajrzałem pod wskazany adres, Twoja rekomendacja, to szczególnie cenna informacja, dziękuję. Czy zjazd stacjonarny również kończy się egzaminem?

          AskeF · 25 listopada, 2018 o 18:18

          Tak, stacjonarny zjazd kończy się egzaminem wewnętrznym. Są to wymagania ULC, z tego, zo sobie przypominam.
          Mogę powiedzieć tylko tyle, że jeśli PPL udało Ci się zdać za jednym podejściem, to egzamin wewnętrzny zdasz również. Trust me 😉

Adam · 25 listopada, 2018 o 18:48

Gdyby całe ATPL(A) było w języku polskim, to wciągnąłbym tę wiedzę tak, jak wciągnąłem wiedzę z PPL(A) 🙂 Nie twierdzę, że język to bariera. Po prostu utrudnienie w nauce rzeczy, o których się wcześniej nie słyszało. Powiedz mi jeszcze czy do etapowych testów uczyłeś się tylko z książek, czy wspomagałeś się bazą pytań? Na czym bardziej oparłeś się?

    AskeF · 25 listopada, 2018 o 22:09

    W czasie kursu opierałem się głównie na podręcznikach Oxford.

      Adam · 25 listopada, 2018 o 22:36

      Dziękuję za odpowiedź. Na pewno jeszcze się odezwę 🙂 W Twoim ostatnim wpisie przeczytałem, że laszowałeś się na Tecnama 2002 w Kaniowie. Kończę tam praktyczną stronę PPL(A). Niewykluczone, że kiedyś na siebie wpadniemy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: