Samodzielnie – dla przyjemności

Opublikowane przez AskeF w dniu

Samodzielnie - dla przyjemności

Tak sobie czekam na dokument z ULC, a czas biegnie. Co więc można robić, jak nie latać?

Wytrzymałem tydzień bez lotniczej adrenaliny. Nie wiem, czy to dużo, czy mało, ale stwierdzam, że trzeba trzymać pewien poziom. Choć jeszcze nie mogę zabierać nikogo na pokład, to zawsze można samemu budować nalot i doświadczenie. A tego się nie da zrobić siedząc w domu.

Na przeszkodzie stają jednak przyczyny obiektywne – wszystkie małe Cessny są uziemione na pracach obsługowych. Tak zwany pakiet plus, albo kumulacja. Nikt na nich nie lata. A pogoda coraz lepsza. I tak dalej być nie może.

Rezerwacje oczywiście mam na bieżąco i tym razem wypada mi w sobotę KAO. Nie lubię KAO. Podobno nie ja jeden. Ale z drugiej strony, nie ma nic innego. Trzeba brać, co jest.

Plan jest taki, żeby połączyć budowanie nalotu i doświadczenia. W temacie doświadczenia dobrze jest potrenować lądowania na innym lotnisku. Wypada na Kaniów, bo prawdopodobnie będę wkrótce stamtąd latać. Żeby zbudować nalot, trasa musi być odpowiednio długa, ale nie może być nudna. Planuję więc przelot w okolicach domku letniskowego moich rodziców w górach, potem hecjenda brata w okolicach zapory na Świnnej i dla przetestowania nawigacji HSI, przelot wokół CTR Balic przez Jędrzejów, gdzie kiedyś stała radiolatarnia VOR. Całość około dwie i pół godziny. Oczywiście pod warunkiem, że aura będzie sprzyjająca. Na szczęście, tak jest. Wiosna odwiedziła nasz piękny kraj i pogoda na weekend zapowiada się wyśmienicie.

Czeka mnie jeszcze trochę upierdliwa odprawa na Muchowcu. Ponieważ nie mam jeszcze papieru w ręku, koniecznym jest lot sprawdzający przed moim wypuszczeniem na trasę. Przy okazji instruktor sprawdza też moje przygotowanie do trasy i omawia ze mną podstawowe punkty nawigacyjne. Na zakończenie jeszcze tylko kilka podstawowych uwag z jedną najważniejszą: nie mogę na razie lądować na żadnym innym lotnisku niż Muchowiec. No i pierwotny plan wziął w łeb. Nici z lądowania w Kaniowie.

Wsiadamy do samolotu, robimy krąg sprawdzający, po którym będę miał pasjonujący wpis do logbooka: 6 minut! Okazuje się, że kwalifikuję się na samodzielną trasę. Jeszcze nie zapomniałem, jak się ląduje i samolot jest cały. Wysadzam pod benzynownią instruktora, tankujemy samolot do pełna (dla pewności) i ponownie, samodzielnie: „od śmigła”.

Zaraz po zgłoszeniu się na Krakowską Informację otrzymuję prośbę o zmianę trasy. Okazuje się, że w okolicy Kaniowa jest duży ruch. Okolice lotniska zawłaszczone przez spadochroniarzy. Informator sugeruje lot przez Andrychów. Coż. I tak w Kaniowie bym nie lądował, więc nie będę rozpaczał z tego powodu. A dodatkowe utrudnienie w postaci zmiany trasy – wyjdzie mi tyko na dobre. Nie mniej jednak Andrychów leży jak dla mnie nieco za daleko na wschód, a ja na prawdę chcę dziś zwiedzić okolice Żywca. Zgłaszam więc, że przelecę przez Międzybrodzie Żywieckie, czyli wejdę w ATZ lotniska na Żarze. Mimo, że radio na lotnisku milczy, wiem że ruch w okolicy może być spory i dla świętego spokoju wchodzę trochę wyżej. W okolicach lotniska pięknie zazieleniona trawa i jeden lądujący szybowiec. Trudno się dziwić, pogoda sprzyja.

Klatka-02-05-2016-05-52-00

Po minięciu Jeziora Żywieckiego widzę, że dalej wcale łatwo nie będzie. Jak to zwykle bywa w dni wolne, nad Skrzycznym roi się od paralotniarzy. Mam w planie odwiedziny rodziców, których już uprzedziłem, że się pojawię, ale wygląda na to, że muszę podlecieć do nich robiąc łuk od wschodu. Już prawie mam zakręcać, kiedy dokładnie na swojej wysokości po mojej prawej stronie widzę dyndającego paralotniarza oddalonego ode mnie o jakieś 200 metrów. Z zakrętu rezygnuję odchodząc od niego najdalej i najszybciej jak to możliwe i myślę sobie, że łatwo to dziś chyba nie będzie. Kiedy podlatuję na wysokość domku rodziców widzę ich radośnie machających. Fajnie. Robię nad nimi dwa kółeczka rozglądając się na wszystkie strony, czy nie mam w pobliżu jakiegoś oponenta i jednocześnie kontrolując wysokość, przechylenie i prędkość. Prawdziwy VFR. Niestety jest tyle do roboty, że nie daję rady zrobić żadnej fotki. Tego by było już za dużo. Na odchodne macham skrzydełkami i odlatuję w kierunku Suchej Beskidzkiej.

Żeby się nie pogubić ustawiam punkt UNIFORM. Wprawdzie znajduje się on dalej, za Suchą, ale miasto jest mniej więcej na radialu w jego kierunku. To pomaga. Zresztą, sama Sucha bez Kidzka (jak głosi legenda) jest na tyle urokliwie umieszczonym wśród gór miasteczkiem, że nie sposób by było jej nie zauważyć.

W drodze do Suchej - ośnieżona Babia Góra

W drodze do Suchej – ośnieżona Babia Góra

Następnie robię zwrot w kierunku północnym i największe dziś wyzwanie: odnalezienie hacjendy rodzeństwa. Problemów jest kilka. Ponieważ są to tereny zalewowe, związane z tamą na Świnnej Porębie, nie do końca zgadzają się z mapą ICAO. Poza tym jest to jeden samotny dom, praktycznie położony na zboczu góry i to na północnym stoku, więc mogę go nie zauważyć lecąc od południa. I wreszcie ostatnia kwestia: po zakręcie nad Suchą, zostają mi 3 minuty na jego odnalezienie.

Okazuje się, że wyznaczony kurs doprowadza mnie dokładnie tam, gdzie zamierzałem. Teren rozpoznaję po charakterystycznym skrzyżowaniu z przyległym do niego sklepem spożywczym. Tutaj mam wystarczająco dużo czasu na zrobienie zdjęć i pooglądanie okolicy.

Dalej, kierunek Myślenice. I tutaj znów przychodzi z pomocą HSI z ustawionym punktem DELTA, który znajduje się na wschód od Jeziora Dobczyckiego. Nad Myślenicami przelatuję nad umieszczonymi w centralnej części miasta zakładami Tele-Fonika Kable z przylegającym do nich Urzędem Skarbowym (nie pytajcie mnie, co było pierwsze). Tak, tak, tutaj też kiedyś pracowałem.

Po punkcie DELTA, przychodzi kolej na lotnisko Pobiednik. Tutaj znów się nieco sprawy komplikują. Pobiednik przylega do krakowskiego CTR-u i trzeba bardzo uważać, aby się o niego „nie otrzeć”. Poza tym przy takiej pogodzie ruch na lotnisku w dniu dzisiejszym, jest duży. Oczywiście wiedziałem, że tak będzie i mówiąc szczerze na to liczyłem, że Arek będzie robił kręgi wokół lotniska, ale niestety akurat cała aktywność była związana ze skoczkami. Cóż, może kiedy indziej.

Od Pobiednika wpadam w tak zwany „żabi kraj”. Nikt się nie dowie, co to określenie oznacza, dopóki nie zobaczy, jak to wygląda w naturze. Jest to po prostu krajobraz, który niezmiennie jest cały czas taki sam: różnokolorowe paski pól bez większych miast, jezior, czy dróg. Nawigacja przy użyciu mapy w takim terenie jest masakrycznie trudna. Dlatego ustawiam na HSI VOR w Jędrzejowie. Ustawienie jest symboliczne i witrtualne, ponieważ faktyczna radiolatarnia VOR została kilka lat temu zlikwidowana. Na szczęście widnieje ona w spisie punktów w moim HSI, który doskonale się sprawdza w takim użyciu. Jędrzejów to pierwsze większe miasto, które widać już z daleka. W jego okolicy widać też postępujące prace nad budową trasy S7.

Z Jędrzejowa, choć daleko, już (jak po sznurku) do domu. Po 15 minutach Pilica, którą teraz już rozpoznaję bez żadnego problemu, trawers Ogrodzieńca, który mam obowiązek zgłosić przez radio, następnie Huta Katowice, punkt Hotel i ATZ Muchowca. Szefowa już na mnie czeka. „Podejście: 3 prawy do pasa 05”. Zgodnie z procedurą mam na pozycji z wiatrem 1800 stóp, przed czwartym: 1500. Wypuszczam pełne klapy i… oczom nie wierzę. Jestem za wysoko! Szefowa już mnie pogania przez radio, że powinienem ściągnąć moc, na co jej spokojnie odpowiadam, że odchodzę na drugi krąg. Jest to moje pierwsze odejście na drugi krąg, odkąd latam! Po wylądowaniu z niedowierzaniem spoglądam na wysokościomierz. Na poziomie hangarów pokazuje 810 stóp – o 100 stóp mniej, niż powinien. Oznacza to, że ufając mu, podchodziłem w rzeczywistości o 100 wyżej niż zwykle. Jak widać, czasem należy zaufać własnemu doświadczeniu. Przecież lądując na innych lotniskach nie wpatruję się w wysokościomierz, tylko starem się tak realizować podejście, żeby było ono prawidłowe. Nauczka na przyszłość.

Ale trasa, która miała 2 godziny i 15 minut była strasznie fajna.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: