Pierwsze solo

Opublikowane przez AskeF w dniu

Kokpit SP-HMR

W końcu nadszedł ten dzień. Nie ukrywam, że prawie się zerwałem z łóżka, kiedy zobaczyłem przez okno, że jest czysto i przejrzyście. Z samego rana pojawiam się na lotnisku i z samego rana wielki zawód: nie ma nikogo. To oznacza, że nie ma kto mnie wypuścić na mój pierwszy, samodzielny lot. A to też oznacza, że nie polatam.

Nie daję za wygraną. Ustalam z szefową, że pojawię się popołudniu na dodatkowej rezerwacji, która się właśnie zwolniła. Równolegle w pracy układam wszystko tak, żeby się wyrobić z wszystkimi zadaniami do 15 – wtedy pojadę na Muchowiec.

Na lotnisku po 15 dyżurny instruktor kręci nosem – ma wątpliwości. Jakie? Pogoda cały czas się zmienia i nie jest pewny, czy powinien mnie puścić. Sprawdzamy mapy radarowe opadów na IMGW. Okazuje się że deszcze przechodzą w obszarze innym niż moja trasa. Dobrze. Bardzo dobrze. Ale to nie wszystko. Szefowa przekazała swojemu koledze, który za mnie dziś będzie odpowiadać, że mam problemy z lądowaniem. Trzeba będzie mnie sprawdzić. Co to oznacza? Latanie po kręgu – najnudniejsze zajęcie, jakie można sobie wyobrazić. Ale, juk mus, to mus.

Dzisiaj latam HaMeRem – pierwszym moim samolotem, w którym usiadłem za sterami. Leciwy staruszek wygląda jednak dziś wyjątkowo okazale: wymyty i lśniący; biel lakieru aż od niej bije. Sprawdzam samolot: lotki, stery, poszycie, śmigło i wszystkie standardowe punkty kontrolne wraz z poziomem oleju. Wszystko w porządku, a oleju jest niecałe 5,5 kwarty – może być (tolerancja jest od minimum 4 do max. 6).

Kokpit SP-HMR

Kokpit SP-HMR

No to lecimy szlifować kręgi. Trzeba przyznać, że z każdym kolejnym wszystko układa się coraz lepiej. Lepiej, to oznacza, że instruktor ma coraz mniej uwag. Tak na prawdę to było mi to potrzebne, ponieważ z powodu pogody, remontów, braku instruktora, zdarzeń losowych i bóg wie jeszcze czego, miałem prawie miesiąc przerwy w lataniu. Do perfekcji można dojść tylko poprzez żmudny trening.

Po czwartym kręgu instruktor opuszcza kabinę, a ja zaczynam czuć smak wolności i… podenerwowania. Z jednej strony to wspaniałe uczucie, z drugiej nie będę mieć już teraz nikogo, kto mi pomoże w trudnej sytuacji. Na przykład wskaże właściwy kierunek lotu, albo charakterystyczny punkt na horyzoncie, który pozwoli mi się zorientować w terenie. Teoretycznie trasę mam łatwą. Z Muchowca w kierunku Gliwic, a następnie do Kamienia Śląskiego. Tam zawracam, udaję się w kierunku Knurowa i z powrotem do Katowic.

Gliwice odnajduję dosyć szybko i prosto – znajdują się zaraz za jednym z największych węzłów komunikacyjnych w tym kraju, czyli skrzyżowaniu autostrady A1 z A4.

IMG_0270

Potem podążam wzdłuż autostrady A4 z oddalonymi jeziorami Dzierżno utrzymując kierunek na Górę Świętej Anny. Choć pogoda jest niezła, to podstawa chmur ma nie więcej niż 3000 stóp. Do tego wszystkiego podczas lotu trafiam pod jakiegoś ciemnego stratusa i tylko mam nadzieję, że nie jest to chmura CB. Teraz, kiedy jestem zupełnie sam, za nic w świecie nie zrezygnowałbym z obranej trasy. No chyba, że zrobiłoby się bardzo niebezpiecznie. Ale przecież nie jest, prawda? Od czasu do czasu przebija się słoneczko, ja lecę gdzie chcę i jak chcę. Mam jednak trochę stresa i z tego powodu nie mam za bardzo czasu na robienie zdjęć.

Góra świętej Anny

Góra świętej Anny

Trzymając kurs, bez problemu docieram nad lotnisko w Kamieniu Śląskim. Adrenalina trochę schodzi, mam chwilę czasu na zastanowienie się i dla treningu robię głęboką ósemkę. Wydaje mi się, że nawet wychodzi poprawnie, choć przechył jest nie większy niż 20-30 stopni. Obiecuję sobie, że następnym razem postaram się wykonać głębsze zakręty.

Klatka-07-04-2016-02-42-01

Po minięciu Góry Świętej Anny, ta trudniejsza część – kurs na Knurów. I tutaj pierwszy zonk. Mimo kilkukrotnego wywoływania krakowskiej informacji, głucha cisza. Jest to tym bardziej dziwne, że lecąc w drugą stronę nie było z tym żadnego kłopotu. Czyżby w HMRze była antena kierunkowa? Cóż, trzeba sobie dawać radę samemu. Niestety po 15 minutach lotu zaczynam lekko panikować. W rzeczywistości nie wiem, gdzie jestem. Oczywiście z dokładnością do kilkunastu kilometrów.

IMG_0277

Knurów nie posiada niestety żadnego widocznego z daleka charakterystycznego obiektu i nie jest najlepszym punktem zwrotnym na trasie. Zakładałem sobie wprawdzie, że powinienem obrać kurs na Elektrownię w Łaziskach, ale czy przede mną jest właśnie ta elektrownia? Nie pomaga mi również zmiana pogody. Robi się ciemno i mgliście przede mną. Szybka decyzja. Odwrót w kierunku Gliwic – te znajdę na pewno.

Po Gliwicach to już luzik, prawie jak w domu. Z daleka widać już Stadion Śląski i lasy Murckowskie. Po jakimś czasie widać też Muchowiec. Można się rozluźnić. Wiem, jak będę podchodzić do lądowania, więc mogę sobie pozwolić na małe zboczenie z kursu. Przelatuję nad swoim domostwem. Niestety rodzina nieświadoma niczego nie może mi pomachać. Zresztą to wszystko dzieje się zbyt szybko.

Potem już tylko pozycja z wiatrem do 23, trzeci i czwarty zakręt, zgłoszenie prostej i piękne lądowanie. Kołuję pod hangar.

Podobno po pierwszym solo człowiek czuje się jakby miał już licencję w kieszeni. Czy można mnie już nazwać pilotem? Nie. Będzie tak można powiedzieć, kiedy po raz pierwszy wezmę na pokład pasażera, któremu będę mógł pokazać na czym polega to, co sprawia mi tak wiele radości.


1 Komentarz

sentence · Listopad 18, 2017 o 14:54

Tһanks for your personal marνeⅼous poѕting!

I truly enjoyed reading іt, you may be а great
author. I will ensure that I bookmark yߋur blog and ᴡill come back in the fⲟreseeable future.
I want to encourage you to continue your great work, have a
nicе weekend!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: